Kontakt, "NASZ PUNKT WIDZENIA"

Adres Stowarzyszenia:

STOWARZYSZENIE KLAUDYN

ul. S. Prokofiewa 25

05-080 KLAUDYN

e-mail: w.zyndul@lasy.gov.pl

e-mail: walerian.zyndul@vp.pl
 

Wszelkie uwagi, propozycje materiałów do umieszczenia na tej stronie proszę przekazywać z podpisem na wyżej w wymienione adresy e-mailowe lub pisemnie na adres Stowarzyszenia.

 


"Nasz punkt widzenia"

W związku z brakiem aktywności na stronie "Dyskusja" od dnia dzisiejszego aktywujemy stronę pod hasłem "Nasz punkt widzenia", na której oczekujemy Państwa reflekcji, punktów widzenia i oceny różnych spraw dotyczących Klaudyna i jego mieszkańców.  
Zapraszamy - WZ
 


  Ten inny Klaudyn...

Kot biega dookoła sypialni i pomiałkuje już od dłuższego czasu. W końcu zniecierpliwiony wskoczył na łóżko i zaczął deptać łapkami kołdrę raz koło razu. Zerknełam na zegarek. Dochodziła szósta. To niedziela, może troszkę za wcześnie kotku. Chyba zrozumiał, bo po chwili zwinął się w puchatą kulkę i uciszył.  Przeciągnęłam się czując, że mięśnie rąk i nóg pamiętają wczorajszy, pierwszy tej wiosny dzień spędzony w ogrodzie. Właściwie oprócz późnej jesieni lubię wszystkie pory roku. Jednak wiosna to zawsze początek prac w ogrodzie a to uwielbiam.

Kiedyś, no to już parę lat temu, gdy rano rozsuwałam rolety w sypialni, odsłaniały mi one widok na łąki. Takie prawdziwe, bujne i wilgotne, wiosną z żółtymi plamami kaczeńców i błyszczącymi w słońcu lusterkami wody. Bo w Klaudynie zawsze było dużo wody. A latem na tych łąkach pasły się krowy. Lubiłam słuchać wieczorami ich donośnego muczenia. Najbliższe domy były gdzieś przy Ciećwierza i ta zielona bujna przestrzeń, którą widziałam za oknem wydawała mi się dużo bardziej rozległa niż była w rzeczywistości. Późnym latem dookoła domu na wszystkich niezabudowanych działkach pyszniły się łany dzikich kwiatów. Były żółte topinambury i słoneczniczki, chyba ze dwu metrowe dziewanny, różowe i fioletowe krwawnice no i maki. Sąsiadów miałam niewielu. Przez pierwsze dwa lata to tak naprawdę wcale ich nie miałam. No i cała ta bujna bajecznie kolorowa i oszałamiająco pachnąca masa roślin pyszniła się po obu stronach naszej skromnej polnej drogi bezkarnie, niezagrożona przycinaniem czy koszeniem. Szło się tą drogą jak w pachnącym wąwozie rozedrganym od ciepłego powietrza i buczącym cicho od buszujących w tym gąszczu pszczół. Robiliśmy z mężem z tych kwiatów takie ogromne bukiety i przynosiliśmy je, jako trofeum z naszych spacerów po okolicy. Pozwoliłam gromadce tamtych nawłoci i topinamburów rosnąć w moim ogrodzie do dzisiaj, tak na pamiątkę. A potem dookoła zaczęły wyrastać piękne domy, coraz większe i większe, a wokół domów zadbane ogrody i dzikie kwiaty zaczeły być tępione z ogromną zaciekłością, jako bezużyteczne, nieestetyczne i niekochane przez nikogo badyle.

Zresztą nie tylko dla nich coraz mniej miejsca w naszej wsi. Znikają także duże drzewa, bo ............. (czytaj dalej) ...... Ten_inny_Klaudyn.pdf

 AGI